niedziela, 15 września 2013

12 dni do wyjazdu


Do wyjazdu zostało 12 dni.  Wyliczyliśmy, że całą trasę Red Deer - Inuvik moglibyśmy prowadząc na zmianę pokonać w 3-4 dni, ale ponieważ zależy nam na aspekcie krajoznawczym, planujemy przejazd na mniej więcej tydzień.

W zeszłym tygodniu zakupiliśmy najważniejszy chyba element naszego wyposażenia: samochód. Po intensywnych poszukiwaniach znaleźliśmy Jeepa Patriot z 2010 roku, w świetnym stanie i z bardzo małym przebiegiem. Wybór był wypadkową licznych kryteriów, które musiał spełnić samochód mający służyć nam na odludziu: wysokie zwieszenie, duża pojemność bagażnika/tylnego siedzenia, rozsądne zużycie paliwa, podgrzewane wszystko, napęd na 4 koła, cena dla ludzi, produkcja północnoamerykańska (łatwiejszy dostęp do części zamiennych i kompetentnego mechanika) itd itp. Nie jest to pojazd tenerowy sensu stricto, ale na nasze potrzeby wystarczający. Nie będziemy w końcu wytyczać nowych dróg, tylko jeździć po tych kiepskich.











Dni upływają nam na researchu i kupowaniu wszystkich rzeczy niezbędnych (a jest ich sporo). Ponieważ tutaj tak naprawdę trwa jeszcze lato, to jako kupujący wyposażający się na srogą zimę budzimy w sklepach pewne zainteresowanie. W którymś momencie zawsze small talk ze sprzedawcą schodzi na mniej więcej podobne tory, kiedy pada pytanie, czemu szukujemy się na mróz już teraz/czemu nie możemy poczekać na dostawę która przyjdzie za 2 tygodnie/dokąd jedziemy. Spektrum reakcji na odpowiedź rozciąga się od pełnego zrozumienia lub wręcz zazdrości, poprzez "hmmmm... interesting", na "może wam jeszcze przejdzie" kończąc. 

Parę dni temu wdaliśmy się w tego typu gadkę ze złomiarzem, od którego kupiliśmy zapasowe koło i parę innych drobiazgów do samochodu. Jak się okazało, facet mieszkał przez wiele lat w Arktyce i chociaż wypowiadał się o tym doświadczeniu bez sentymentu, to polecił nam parę ciekawych miejsc do odwiedzenia w drodze na północ. Między innymi wspomniał o miasteczku Dawson City w terytorium Yukon, w którym można wypić szota ze zmumifikowanym ludzkim paluchem (paluch jest wielokrotnego użytku). Zaintrygowana postanowiłam zweryfikować tę informację. 

Faktycznie Dawson City słynie z drinka z paluchem, zwanego Sourtoe Cocktail. Tradycyjnie podstawą drinka była szklanka szampana, obecnie może to być dowolny napój, także bezalkoholowy; zasada jest jedna - podczas spożywania paluch musi dotknąć ust pijącego, tylko wtedy Sourtoe Cocktail jest uznany za "zaliczony". Za połknięcie palucha jest kara pieniężna. Do niedawna było to 500$, obecnie kara wynosi 2500$ po tym, jak 27 sierpnia tego roku jakiś Amerykanin połknął palucha wraz z szotem whisky, zapił piwem, po czym bez słowa wręczył barmanowi pięć stów, co było niezbitym dowodem na to, ze nie był to wypadek. Wyższa grzywna ma być sposobem na odstraszenie kozaków, którzy chcieliby przejść do historii Dawson City jako ten, który połknął palucha.

Sourtoe Cocktail jest serwowany od 1973 roku. Obecnie w użyciu jest dziewiąty paluch, przechowywany w soli. Paluch nr 1 podobno należał do trapera i przemytnika rumu, który stracił go w skutek odmrożeń w latach 20.; paluch przeleżał 50 lat w słoju z alkoholem w jakiejś chatce, gdzie znalazł go emerytowany kapitan barki rzecznej, później założyciel Sourtoe Cocktail Club. Paluch ten został przypadkowo połkniety przez klienta, który próbował bić lokalny rekord i pijąc trzynastego szota przewrócił się do tyłu z krzesłem.  Paluch nr 2 został podarowany przez panią z Alberty, której został amputowany, po czym zaginął podczas remontu baru. Paluch nr 3 pochodził od trapera (kolejna ofiara odmrożeń) i również został połknięty, tym razem przez mieszkańca Inuviku. Paluch nr 4 przyszedł w przesyłce od anonimowego dawcy, po czym ukradł go myśliwy z Teksasu. Paluchy nr 5 i 6 również pochodziły od anonimowego dawcy, przekazane w zamian za darmowe drinki. Paluch nr 7 przyjechał aż z Ontario, gdzie dawca (który przeszedł amputację z powodu cukrzycy) przeczytał o Sourtoe Cocktail Club w gazecie. Paluch nr 8, połknięty w sierpniu, miał być owocem wypadku przy koszeniu trawnika w sandałach. O genezie palucha nr 9 informacji nie znalazłam.

Kto nie wierzy, może zapytać googla albo zajrzeć na stronę Sourtoe Cocktail Club.

Reakcja Kolina na moje hasło, że zamierzam wypić Sourtoe Cocktail? If you eat the toe, I'm not paying for it.





Idzie zima

2 komentarze: