piątek, 23 sierpnia 2013

Z kamerą wśród zwierząt


Jak już większość świata wie, po 29 latach bronienia się rękami i nogami zaczęłam jeździć samochodem. System tutaj jest kilkuetapowy i zaprojektowany pod dzieci. Po zdaniu teorii można już jeździć samochodem po ulicach, ale z innym kierowcą jako pasażerem. Minimalny wiek kierowcy przystępującego do tego etapu to 14 lat. Ten etap trwa rok. Tak, rok. Potem zdaje się egzamin praktyczny i można jeździć już samemu, ale nie w nocy (rozumianej jako 24:00-05:00). Po kolejnym roku zdaje się na najwyższy stopień wtajemniczenia. Oczywiście to jest idealny scenariusz zakładający, że nie nazbiera się w międzyczasie punktów karnych. Nie jeździłam w Warszawie, więc nie mam specjalnego porównania (i złych nawyków), ale jako pieszy i cyklista mogę powiedzieć, że tu się jeździ zupełnie inaczej. Samochody zatrzymują się, zanim jeszcze pomyślisz o przejściu przez ulicę. Kiedy jedziesz rowerem, omijają cię tak szerokim łukiem, że między rowerem a samochodem zmieściłby się peleton Tour De France. W podręczniku do prawa jazdy jest wzmianka, że rowerzystów należy omijać szeroko, gdyż bliskie mijanie jest dla rowerzysty stresujące. Ot, Pierwszy Świat. Żadnych autokarów z Mińska, Żyrardowa czy innego Grójca ocierających mi się o ramię na Moście Poniatowskiego.

Z cyklu lokalny folklor: wczoraj byliśmy nad jeziorem i na deptaku widzieliśmy kowboja koszulce bez rękawów, w kapeluszu i ostrogach. True story bro. Tacy pseudokowboje to trochę tutejszy odpowiednik opalonego na solarce dresa w odblaskowych ciuchach. Z tą różnicą, że dresy nie dzwonią ostrogami o chodnik.

 W ostatnich dniach uparłam się na fotografowanie kolibrów. Niedługo odlecą na południe, więc czas nagli. Jeżeli uważasz się za dobrego, cierpliwego fotografa, spróbuj fotografować kolibry. Bilans dwóch godzin w ogrodzie, podczas których siedziałam lub stałam w bezruchu, jedzona żywcem przez mrówki i komary, to jakieś 10 rozmazanych zdjęć, drugie tyle kadrów, z których koliber właśnie wyleciał, oraz kilka względnie przyzwoitych fotek (przynajmniej widać, co na nich jest). Efekty poniżej. 




W oczekiwaniu na kolibry: wiewiórka załapała się na sesję. Tutejsze wiewiórki nie przychodzą na "Basia basia", ale też lubią orzeszki (tu akurat z karmnika dla ptaków).





Koliber!




Koliber!




Koliber! Wreszcie usiadł je****.




Wczoraj wieczorem na ogrodzeniu usiadła sowa. Wyszłam  na taras zrobić parę zdjęć. Zupełnie się mną nie przejmowała, chyba nawet była zaintrygowana odgłosami, które wydawał aparat, bo jak strzelałam fotki, to zaczęła robić takie ruchy głową jak w teledysku do Ms. Jackson Outkastu. Jak mało potrzeba człowiekowi do szczęścia - sowa siedziała tam może 5 minut, a frajdy miałam na cały wieczór.





Uhu.









niedziela, 18 sierpnia 2013

Co za jeleń

Dziś przy śniadaniu :)

Zdjęcia nie są super hiper, bo robione przez szybę przy ostrym słońcu.


















wtorek, 13 sierpnia 2013

Weekend


Edmonton, Old Strathcona



Miniony weekend spędziliśmy w Edmonton na rodzinnym grillowaniu. Przy okazji wygospodarowaliśmy parę godzin na szwędanie się po dzielnicy Old Strathcona, obfitującej w klimatyczne stare domy, vintage shopy przyprawiające o zawrót głowy nawet tak wytrawnego grzebacza jak ja, księgarnie, knajpki i kafejki. Na ulicach klimat prawie jak w Berlinie (prawie). Wyłączając tego typu rodzynki, Edmonton w moim osobistym rankingu jest jednym z najbrzydszych miast na świecie, usianym niekończącymy się klockowatymi centrami handlowymi i usługowymi (wyobraźcie sobie Janki po horyzont).



Edmonton, Old Strathcona



Co warto wiedzieć o Edmonton?
  • Tutaj znajduje się University of Alberta.
  • Edmonton jest najdalej wysuniętym na północ położonym w Ameryce Północnej miastem liczącym ponad milion mieszkańcow. 
  • W 2011 roku dokonano tam więcej zabójstw, niż w jakimkolwiek innym kanadyjskim mieście.
  • Położona w sercu miasta North Saskatchewan River Valley jest największym parkiem miejskim w Ameryce Północnej.
  • Znajduje się tam największe centrum handlowe na kontynencie (do 2004 roku nawiększe na świecie): West Edmonton Mall, którego powierzchnia odpowiada 48 kwartałom miejskim. Na terenie tegoż centrum znaleźć można m.in. aquapark, wesołe miasteczko, fokarium, statek piracki, basen do nurkowania, łódź podwodną, hotel. 
  • W Edmonton (podobnie jak w całej prowincji Alberta) nie ma szczurów.
  • Miasto jest głównym punktem zaopatrzeniowym i obsługowym złóż ropy naftowej położonych na północy prowincji (o tym będzie kiedyś osobny post).
  • Najniższa temperatura zanotowana w Edmonton to -48,3 C.
  • Jest tam 275 km ścieżek rowerowych.
  • W Edmonton występuje ponad 30 gatunków komarów.



Edmonton, Old Strathcona



Edmonton, Old Strathcona



Gdzieś na obrzeżach centrum



Edmonton stare i nowe. Neogotyk i neoklocki.



Źródło faktów o Edmonton

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

W lesie


Odpoczywamy. Wreszcie. Po miesiącach przygotowań, tygodniach pakowania i prawie 20h w podróży wreszcie możemy sobie pozwolić na przeleżenie całego dnia do góry brzuchem. Dziś (dzień trzeci po przylocie) wyszłam pobiegać, ale skończyło się spacerem - jednak przemęczenie daje o sobie znać. Podliczyłam, że łącznie z tym, co poupychalismy teściom do walizek w maju, przyjechało z nami ok. 185kg bagażu, plus rower i bagaż podręczny.

Wczoraj wybraliśmy się do miasta kupić parę drobiazgów. Wielkie ciężarówki, szerokie równe drogi, chodników brak - witamy w krainie samochodów, ludzi z zanikiem mięśni nóg i braku atrakcyjnych przestrzeni publicznych.

Ilość uprawianego tu small talku jest na początku lekko przytłaczająca. Odwykłam. Dla mnie small talk to "dzień dobry", "dać siatke?", "pin zielony", "do widzenia". Można się spierać, że to jest puste, powierzchowne gadanie, ale przynajmniej człowiek wychodzi ze sklepu wyluzowany, a nie wkurwiony lub z poczuciem ulgi, że już przestał przeszkadzać pani sklepowej. Wszyscy napotkani ludzie byli tak mili i rozmowni, że po głowie kołatała mi się parafraza cytatu z filmu "Wizzard of Oz": Toto, I have a feeling we're not in Eastern Europe anymore...



Hamaking



Jednym z głównych celów wczorajszego szopingu było zaspokojenie kanadyjskich zachcianek jedzeniowych. Z zeszłorocznych wakacji przywiozłam masło migdałowe, niestety zapasy wyczerpały się bardzo szybko. W Warszawie trzeba się nieźle nachodzić, żeby je znaleźć, a do tego zapłacić jak za słoik trufli. Tutaj jest w każdym supermarkecie, więc zamierzam się w nim tarzać. 
Oprócz masła migdałowego kupiliśmy chipsy Old Dutch Salt & Vinegar. Gardzę chipsami, bo to samo zło, ale dla tych zapominam na chwilę o zdrowym odżywianiu, wpieprzam z popczuciem winy wymieszanym z zachwytem, a przez resztę dnia mam uczucie zdrętwiałych kubków smakowych od stężenia soli i octu. Mistrzostwo świata. 




Masło z migdałów. Cały rok na to czekałam <3





Zło.





Worek chipsów można popić piwem niskokalorycznym dla lepszego samopoczucia. 355ml, 95 kalorii. 



czwartek, 1 sierpnia 2013

Garibaldiego 4

Wyprowadzka 2013. Kto u nas będzie, może spróbować to znaleźć :) 



Pod stołem (2008)



Mierzenie Asi Kułakowskiej do suchego kombinezonu nurkowego (2009?)



Biały kwadrat na brudnym tle