Jak już większość świata wie, po 29 latach bronienia się rękami i nogami zaczęłam jeździć samochodem. System tutaj jest kilkuetapowy i zaprojektowany pod dzieci. Po zdaniu teorii można już jeździć samochodem po ulicach, ale z innym kierowcą jako pasażerem. Minimalny wiek kierowcy przystępującego do tego etapu to 14 lat. Ten etap trwa rok. Tak, rok. Potem zdaje się egzamin praktyczny i można jeździć już samemu, ale nie w nocy (rozumianej jako 24:00-05:00). Po kolejnym roku zdaje się na najwyższy stopień wtajemniczenia. Oczywiście to jest idealny scenariusz zakładający, że nie nazbiera się w międzyczasie punktów karnych. Nie jeździłam w Warszawie, więc nie mam specjalnego porównania (i złych nawyków), ale jako pieszy i cyklista mogę powiedzieć, że tu się jeździ zupełnie inaczej. Samochody zatrzymują się, zanim jeszcze pomyślisz o przejściu przez ulicę. Kiedy jedziesz rowerem, omijają cię tak szerokim łukiem, że między rowerem a samochodem zmieściłby się peleton Tour De France. W podręczniku do prawa jazdy jest wzmianka, że rowerzystów należy omijać szeroko, gdyż bliskie mijanie jest dla rowerzysty stresujące. Ot, Pierwszy Świat. Żadnych autokarów z Mińska, Żyrardowa czy innego Grójca ocierających mi się o ramię na Moście Poniatowskiego.
Z cyklu lokalny folklor: wczoraj byliśmy nad jeziorem i na deptaku widzieliśmy kowboja koszulce bez rękawów, w kapeluszu i ostrogach. True story bro. Tacy pseudokowboje to trochę tutejszy odpowiednik opalonego na solarce dresa w odblaskowych ciuchach. Z tą różnicą, że dresy nie dzwonią ostrogami o chodnik.
W ostatnich dniach uparłam się na fotografowanie kolibrów. Niedługo odlecą na południe, więc czas nagli. Jeżeli uważasz się za dobrego, cierpliwego fotografa, spróbuj fotografować kolibry. Bilans dwóch godzin w ogrodzie, podczas których siedziałam lub stałam w bezruchu, jedzona żywcem przez mrówki i komary, to jakieś 10 rozmazanych zdjęć, drugie tyle kadrów, z których koliber właśnie wyleciał, oraz kilka względnie przyzwoitych fotek (przynajmniej widać, co na nich jest). Efekty poniżej.
 |
| W oczekiwaniu na kolibry: wiewiórka załapała się na sesję. Tutejsze wiewiórki nie przychodzą na "Basia basia", ale też lubią orzeszki (tu akurat z karmnika dla ptaków). |
 |
| Koliber! |
 |
| Koliber! |
 |
| Koliber! Wreszcie usiadł je****. |
Wczoraj wieczorem na ogrodzeniu usiadła sowa. Wyszłam na taras zrobić parę zdjęć. Zupełnie się mną nie przejmowała, chyba nawet była zaintrygowana odgłosami, które wydawał aparat, bo jak strzelałam fotki, to zaczęła robić takie ruchy głową jak w teledysku do
Ms. Jackson Outkastu. Jak mało potrzeba człowiekowi do szczęścia - sowa siedziała tam może 5 minut, a frajdy miałam na cały wieczór.
 |
| Uhu. |
Wczoraj(na skuterze) prawie na mnie zjechał facet w dostawczaku, zmieniający pas na mój, rozmawiając przy tym przez telefon... miał otwarte okno i dowiedział się co o tym myślę. Nauczyłam się skuterem jechać środkiem pasa, bo inaczej próbują mnie omijać tak,że prawie dostaje lusterkiem. Rowerem się tak nie da niestety... Za to kiedy ja mijam rowerzystę zawsze zjeżdżam na pas obok i zauważyłam, że jeżeli ktoś jedzie za mną od razu robi tak samo. Świećmy przykładem!
OdpowiedzUsuńJulia bo Ty jesteś wyjątkiem. Sprzątasz po psie, szeroko omijasz rowerzystów i nie jesz pszenicy :)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń