sobota, 19 października 2013

Czekając na zimę

Tegoroczna jesień jest wyjątkowo długa i ciepła. Wszyscy tutaj powtarzają nam, że to nie jest normalne i że często na Święto Dziękczynienia leży śnieg, a pod koniec października można jeździć po rzece na skuterze śnieżnym. Tymczasem teraz lód bywa w najlepszym wypadku rano na kałużach, a i to nie zawsze. Szufle do odśnieżania wymownie stoją już przed niektórymi domami. Od czasu do czasu popaduje deszcz i cała miejscowość płynie błotem; na niebrukowanych drogach koleiny są tak głębokie, że strach wjeżdżać, a drogi asfaltowe przykryte są śliską warstwą gliniastego błota nawiezionego przez samochody. Czyszczenie butów jest pracą syzyfową, podobnie jak próby utrzymania w czystości nogawek spodni. Dotychczas broniłam się rękami i nogami przed modą na kalosze, ale chyba wreszcie pęknę i sobie sprawię parę, bo tutaj to nie moda, tylko konieczność. 

Ponieważ w Inuviku, tak jak wszędzie na świecie, ludzie narzekają na pogodę, to z jednej strony są zadowoleni z takiego stanu rzeczy (poza błotem), z drugiej wietrzą w tym jakiś podstęp. W lokalnej kawiarni słychać było dziś dużo komentarzy typu "teraz ciepło, a potem śnieg będzie leżał do końca czerwca", albo "to nie jest normalne, żeby w połowie października chodzić bez czapki i rękawiczek". Praktyczna lekcja relatywizmu klimatycznego.




źródło: www.wunderground.com
































2 komentarze:

  1. Continued excellence in journalism!

    OdpowiedzUsuń
  2. Isiu, czuję niedosyt. Poproszę więcej i częściej :-)Buziak.D.M..

    OdpowiedzUsuń